Marek Safjan – wyzwania dla poczucia sprawiedliwości

Czy porządek świata, oparty na filozofii wolnego rynku i regulacyjnej funkcji pieniądza, nie prowadzi do dehumanizacji stosunków międzyludzkich w skali globalnej? Z Markiem Safjanem rozmawia Judyta Papp

JP: Jaki wpływ na efektywny rozwój świata mogą mieć wartości normatywne prawa i sprawiedliwości, w regulowaniu stosunków między państwami oraz między ludźmi, w zapobieganiu kryzysom i konfliktom?

MS: Odpowiedzi mogą być różne. Jedna nihilistyczna – negująca możliwość jakiegokolwiek pozytywnego wpływu wartości na bieg świata, druga konstruktywna i optymistyczna – wpływ wartości jest zasadniczy, choć nie jesteśmy w stanie tego precyzyjnie ocenić i dostrzec.

Wytłumaczę się krótko, dlaczego odpowiedź nihilistyczna, choć nie podzielana przeze mnie, nie może być (a priori) odrzucona. Opiera się na doświadczeniach historycznych i obserwacjach świata, w którym zło jest wszechobecne, ciągle wydaje swe zatrute owoce i zdaje się dominować, jako motyw działania zarówno jednostek, jak i większych zbiorowości. Jeżeli w połowie XX wieku, a więc po upływie kilku tysięcy lat rozwoju naszej cywilizacji, nastąpiło apogeum agresji, nienawiści i zbrodni, to postawienie takiej hipotezy mieści się co najmniej w granicach prawdopodobieństwa. Nie zgadzam się jednak z tym poglądem, ponieważ należałoby wtedy konsekwentnie uznać, że świat bez wartości byłby taki sam, a nie ma to żadnych dowodów. Jedynie wyraźny i jednoznaczny dowód mógłby mnie skłonić do przyjęcia wariantu 'nihilistycznego’. Świadomość ogromu zbrodni i okrucieństwa świata, w którym żyjemy nie jest takim dowodem. Gdyby nakazy moralne, dekalog, aksjologia praw człowieka nie stanowiły istotnej cząstki naszego myślenia i porządkowania rzeczywistości, to poziom i rozmiary zbrodni, agresji i zła w stosunkach międzyludzkich (obejmujących także relacje pomiędzy społeczeństwami), byłby nie tylko większy, ale prawdopodobnie wykazywałby stale tendencję rosnącą. Wiemy, że mogło być gorzej, co nie znaczy, że możemy się czuć uspokojeniu i trwać w stanie samozadowolenia. To, że jest mniej zła niż być mogło, nie jest dobrym usprawiedliwieniem takiego stanu.

To jeszcze nie do końca wyjaśnia, dlaczego jestem przywiązany do drugiego wariantu odpowiedzi, która wyraża optymistyczną tezę: wartości mają pozytywny wpływ na bieg świata. Po pierwsze, współczesne społeczeństwa powszechnie deklarują swe poszanowanie dla wartości, praw podstawowych oraz elementarnej uczciwości w stosunkach międzypaństwowych i międzyludzkich. To co się przydarzyło po drugiej wojnie w Europie, łącznie z obaleniem komunizmu i integracją europejską, nie byłoby możliwe bez odwołania się do wartości, tworzących wizję innego, bardziej sprawiedliwego świata. Po drugie, nawet jeśli ogląd świata polityki (a szerzej przestrzeni publicznej) przez pryzmat wartości wydaje się czystą naiwnością i złudzeniem, to nie mam wątpliwości, że owe złudzenia i idealistyczne projekcje są nam tak samo potrzebne, jak trzeźwy osąd rzeczywistości. Postęp i poprawa stosunków międzyludzkich dokonywały się zawsze dzięki niepoprawnym marzycielom i idealistom. Zło nie ograniczone choćby nawet wyrzutem sumienia i samoświadomością zła, po stronie tych którzy je czynią, stawałoby się nieokiełzane i prowadziłoby do totalnej destrukcji.

JP: Czy pompowanie pieniędzy w zadłużone gospodarki jest uczciwe w stosunku do obywateli tych państw i w stosunku do dawców kapitału, którymi są głownie w sposób pośredni podatnicy? Przecież takie gospodarki jak grecka, nie spłacą swojego zadłużenia, w pewnym momencie koszt obsługi długu będzie tak wysoki, że nie będą miały innego wyjścia i ogłoszą niewypłacalność, jak to miało miejsce w przypadku Argentyny pod koniec 2001 roku.

MS: 'Pompowanie’ i tylko 'pompowanie’ pieniędzy w zadłużone gospodarki, nie połączone z żadną pozytywną strategią, nie miałoby oczywiście sensu. Musi być połączone z pomysłem na to, w jaki sposób można pomóc tym społeczeństwom na przyszłość poprzez stworzenie konstruktywnej wizji rozwoju. Społeczeństwa 'państw-płatników’ ponoszą ciężar pomocy, ale jeśli poważnie traktujemy ideę solidarności i współodpowiedzialności europejskiej, to owa pomoc staje się nieodzowna. Bogatsi też ponoszą winę za to, co się dzieje i są zarazem największymi beneficjantami procesów, które doprowadziły do obecnego kryzysu. Nie możemy dzisiaj umyć rąk i powiedzieć, że nas to już nie obchodzi. Konsekwencje obojętności i braku solidarnego wsparcia byłyby dla wszystkich jeszcze bardziej dramatyczne.

JP: Kto, według Pana, zyska na kryzysie: USA, ponieważ dzięki inflacji Amerykanie pozbędą się znacznej części zadłużenia, czy EU ponieważ Euro przetrwa i wyjdzie z kryzysu wzmocnione, Chiny – bo juan stanie się walutą rezerwową. A może jednak na kryzysie stracą wszystkie liczące się gospodarki?

MS: Na kryzysie nikt nie zyska, wyłączywszy tych, którzy spekulują na spadkach i zmianach wartości na rynkach finansowych (ale nie są to korzyści wymierne w skali obiektywnych benefisów gospodarczych). Z kryzysu można i trzeba natomiast wyprowadzić lekcje na przyszłość i stworzyć skuteczne instrumenty prewencyjne, które, być może, zapewnią szybszy i bardziej zrównoważyć wzrost na przyszłość. Dla Europy jest to lekcja szczególnie ważna i może przynieść wzmocnienie integracji UE i poszerzenie przestrzeni dla wspólnych działań politycznych.

JP: Czy USA mogą jeszcze obronić swoją pozycję gospodarczego lidera w konkurencji z Chinami? Co musieliby zrobić Amerykanie, żeby sprostać wyzwaniom jakie przed nimi stoją: likwidacja nadmiernego zadłużenia, zapaści rynku finansowego i pogorszenie konkurencyjności jej gospodarki?

MS: Nie mam jasnego poglądu w tej sprawie. Jedno wydaje się natomiast pewne: stworzenie wspólnej atlantycko-europejskiej przestrzeni gospodarczej dawałoby szanse na zwiększenie roli Zachodu we współczesnym świecie, w różnych wymiarach – politycznym, gospodarczym, kulturalnym.

JP: Po upadku Związku Radzieckiego i tzw. bloku wschodniego, zniknęły też granice kapitalizmu i nastąpiło otwarcie ekonomicznej i kulturalnej wymiany. Czy nie sądzi Pan, że ten nowy porządek świata globalnego rynku i globalizacji procesów produkcyjnych, zawiódł? Że gwałtownie pogłębia się podział między biednymi a bogatymi, że kapitalistyczny system produkcji i dystrybucji dóbr, staje się coraz bardziej niezależny od politycznej i społecznej kontroli?

Czytaj więcej:
Portal JPlove.pl